Motto: „Przed 10 kwietnia służby zanotowały ostrzeżenia o zagrożeniu dla samolotu Unii Europejskiej”
Moja notka o powodach wspólnego wylotu generalicji z Prezydentem Lechem Kaczyńskim wzbudza wiele kontrowersji. Dostępna jest tutaj. Powinieneś się z nią zapoznać, Drogi Czytelniku, by w pełni zrozumieć niniejszy tekst.
Jak dotychczas najczęstszym zarzutem kierowanym pod jej adresem jest to, że to czyste „political fiction”. Czyżby? Tak się jakoś dziwnie składa, że przyjęcie tez wyłożonych w przywoływanej notce tłumaczy wiele. Wręcz bardzo wiele. Nie tylko wyjaśnia powody wspólnego lotu generalicji z Prezydentem Lechem Kaczyńskim – ale dużo więcej.
Po pierwsze – wyjaśnia nieobecność Jarosława Kaczyńskiego.
Po drugie– tłumaczy dziwne okoliczności wylotu Tupolewa. Ukrycie szczegółowych okoliczności zdarzeń tego ranka na Okęciu spowodowane zapewne było ochroną kontrwywiadowczą.
Po trzecie– to bardzo ważne! – rzuca światło na zachowanie najważniejszych osób w państwie w godzinach poprzedzających „katastrofę” i zaraz po jej zaistnieniu
Po czwarte wreszcie– pozwala zrozumieć dlaczego taką a nie inną taktykę postępowania przyjęto w sprawie smoleńskiego śledztwa.
Ten punkt wymaga bardziej szczegółowego omówienia. Dlaczego taki tok postępowania przyjęto? Oddano śledztwo w ręce Rosjan? To bardzo ważne, istotne. Kluczowe wręcz. Otóż ewidentnie założono, że jeżeli Rosjanie rzeczywiście, tak jak to było w informacjach wywiadowczych, zdecydują się na jakąś akcję przeciwko Prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu – to przeprowadzą to w tak doskonały sposób, że prawda nigdy nie wyjdzie na jaw. Przypuszczano, że Rosjanie co najwyżej umożliwią wgląd w tylko takie dowody,które idealnie sfabrykują, uniemożliwiając poznanie rzeczywistego przebiegu zdarzeń. Zakładano więc, że jest następujący wybór: albo zarzucić Rosji zbrodnię bez cienia dowodów – albo przyjąć za dobrą monetę rosyjską wersję zdarzeń. Tylko tak to postrzegano. Obawiając się izolowania na arenie międzynarodowej, pakowania się w kłopoty bez żadnych szans na sukces – przyjęto od razu drugi sposób postępowania.
I to był ich błąd. Katastrofalny. Za bardzo uwierzyli w profesjonalizm czekistów. Prawda jednak wychodzi na jaw. A przecież mogli postąpić inaczej. Nie zarzucając Rosji niczego – można było bronić interesów polskiego śledztwa!!! Domagać się bezpośredniego dostępu do dowodów, współudziału w śledztwie, międzynarodowej komisji etc. Wymagało to jednak determinacji w działaniu, przede wszystkim zaś oznaczało koniec "polityki miłości" wobec Rosji - tego zabrakło, wręcz przeciwnie – bezkrytycznie przyjęto rosyjską wersję! I za to przyjdzie ekipie Tuska kiedyś zapłacić.
Innym zarzutem wysuwanym wobec zarysowanego w poprzedniej notce scenariusza zdarzeń było to, że obnaża on awanturnictwo i ryzykanctwo Prezydenta Kaczyńskiego. Gdyż świadomie posłał na śmierć wielu wybitnych, niewinnych ludzi. I znowu – czyżby?
Popełniamy błąd patrząc na sprawę z perspektywy tragicznego jej finału. Ważne jest jak to wyglądało wówczas. Otrzymując informację od służb wywiadu wojskowego, że na samolot Prezydenta Rosjanie szykują zamach (załóżmy, że tak było) analitycy ds. bezpieczeństwa Kancelarii Prezydenta mieli zapewne dwie podstawowe możliwości oceny tego faktu. Mogło być dosłownie tak, jak w meldunku wywiadowczym – ale mogła to być też po prostu rosyjska prowokacja. Prowokacja wpisująca się w cały szereg innych, uprzednio zaistniałych. Obliczonych na utrudnienie przeprowadzenia uroczystości katyńskich w zaplanowanym terminie i programie. To na pewno nie było jednoznaczne. Nie ma więc mowy o świadomości wylotu po śmierć. Dodajmy, że także współpraca Prezydenta Kaczyńskiego z rządem w tej sprawie układała się – wiadomo jak – tak więc meldunek Agencji Wywiadu stawał się też, z automatu: „podejrzany”.
Jednak przedsięwzięte środki wskazują na to, że nie lekceważono niebezpieczeństwa. Pytanie – dlaczego podejmowano ryzyko? Z dwóch powodów – myślę. Po pierwsze rzeczywiste niebezpieczeństwo oceniano na niewiele procent. Znacząco mniej niż wersję kolejnej prowokacji. Po drugie zaś – zastanówmy się na chwilę, co można było zrobić innego. Nie wylecieć? I co powiedzieć? Z jednej strony kompromitacja w kraju (wyobrażacie sobie Państwo? Łatwe…) a z drugiej bezsilność wobec Rosji,przyznanie, że oto ustępujemy przed jej szantażem i demostracją siły. Koniec z prawdziwą niepodległością. Przecież z tym do opinii publicznej nie można było iść. NIE BYŁO PRAKTYCZNIE INNEGO WYJŚCIA.
Wreszcie - co w wypadku, gdyby jednak Rosjanie faktycznie przeprowadzili zamach. Myślę, że prawdopodobieństwo tego szacowano na niewiele procent. Ale na pewno brano w jakimś stopniu i taką ewentualność pod uwagę.Kto wie, może Prezydent Lech Kaczyński uważał,że w takim przypadku osiągnie rzecz jedną - obnaży światu prawdziwe oblicze Nowej Rosji. Udowodni odradzanie się Imperium Zła. Myślę, że Prezydent Kaczyński mógł tak to oceniać, dopuszczać taką możliwość, chociaż marginesowo, ale jednak. Wiedział, że ujawnienie tego to dla Polski, całego świata nawet - będzie rzeczą niezwykle ważną. Fundamentalną dla niepodległości naszego kraju w dłuższej perspektywie. I dlatego warto było podjąć ryzyko wylotu.
============================================
Na koniec coś o Imperium Zła. Jak fakt zaistnienia katastrofy smoleńskiej (i czy w ogóle) wpłynął na zachowanie światowych mocarstw? Oj chyba wpłynął. Zaczęło się od pogrzebu – praktycznie nikt z ważnych przywódców nie przybył. Co nie oznacza, że był to wynik dystansowania się od osoby Lecha Kaczyńskiego. Wg mnie dano do zrozumienia naszym „władcom” że zbłądzili. Barack Obama znalazł podczas swojego pobytu w Polsce czas, by spotkać się z Martą Kaczyńską. Ale najważniejsze teraz nadchodzi – od pewnego czasu w Rosji pojawiają się opinie (szczególnie w kręgach rosyjskich nacjonalistów), że za organizacją ostatnich protestów w Rosji stoi CIA. (dla znających język rosyjski przykładowy link). To może oznaczać wszystko, ale także i to, że do świadomości międzynarodowej (czyt. USA) dotarło wreszcie, że nadzieje na demokratyzację sposobu sprawowania władzy w Rosji są płonne. Że na stulecia zaprogramowana ona jest na nacjonalistyczny imperializm. Bez nadziei na samodzielne zejście z tego kursu. Jaka jest więc alternatywa? Potrzebny jest nowy „car”. Może tym razem z etykietą CIA? W przeżywającej zapaść gospodarczą Rosji (gdy idzie o prowincję – wręcz cywilizacyjną) wszelkie zmiany są dziś możliwe. Spirala zdarzeń nakręconych katastrofą smoleńską właśnie się rozpoczęła. I może to być największe zwycięstwo, choć pośmiertne, naszego „małego rycerza” – Prezydenta Lecha Kaczyńskiego.



Pozdrawiam Pana