Motto: „Przed 10 kwietnia służby zanotowały ostrzeżenia o zagrożeniu dla samolotu Unii Europejskiej”
9 kwietnia 2010 roku, Pałac Prezydencki, godziny popołudniowe. Spotkanie Prezydenta Rzeczpospolitej z najbliższymi współpracownikami i czołówką generalicji RP – uczestnikami zaplanowanego na 10 kwietnia lotu do Katynia.
Prezydent Lech Kaczyński: „Panowie, otrzymałem informację, przekazaną mi przez nasze służby wywiadowcze, że na nasz samolot szykowany jest w Rosji zamach. Informacja wydaje się być wiarygodna. Choć nie można do końca wykluczyć tego, ze jest elementem prowadzonej gry – gry obliczonej na utrudnienie nam przeprowadzenia uroczystości w Katyniu w zaplanowanym czasie i kształcie Jednakże podkreślam. Informacja jest wiarygodna. Konsultowana ze stanem wiedzy służb zaprzyjaźnionych krajów. Dlatego nie możemy jej ignorować. Podjąłem już pewne kroki. Dokonana została analiza naszych możliwości, z udziałem osób odpowiedzialnych w mojej kancelarii za bezpieczeństwo państwa, rozmawiałem na ten temat także z bratem. Podjąłem decyzję, by mimo wszystko nie rezygnować z wylotu. Nie oznacza to jednak, że od wszystkich obecnych tutaj oczekuję tego samego. Dla przykładu powiem, że w obliczu niebezpieczeństwa podjęliśmy decyzję, by Jarosław pozostał w kraju. Panowie, proszę o wasze opinie w tej sprawie.
Władysław Stasiak: „Jeżeli Pan Prezydent leci to ja też”.
Aleksander Szczygło: „I ja też”
Pozostali pracownicy kancelarii: „My także polecimy, nie możemy dać się zastraszać! To nie jest w ogóle do pomyślenia!”
Generał Błasik: „Panie Prezydencie, myślę, że w takiej sytuacji powinniśmy lecieć wspólnie, razem. Wszyscy dowódcy sił zbrojnych razem z Panem Prezydentem. Jeżeli nawet Rosjanie planowali jakąś niegodziwą akcję, to w obliczu obecności na pokładzie samolotu oficerów nie tylko polskiej armii ale także NATO, nie odważą się tego zrobić. Należy niezwłocznie podjąć decyzję o wspólnym wylocie i powiadomić o tym fakcie stronę rosyjską. Nie odważą się, nie będą zadzierać z całym zachodnim światem.”
Prezydent Lech Kaczyński: „Tego nie rozważaliśmy, a jak panowie myślicie?”
Generał Buk: „To bardzo dobry pomysł, nie możemy dopuścić do tego zamachu, to była by katastrofa dla całego kraju, coś, co rzucało by cień na długie lata, zniweczyło cały dorobek wolnej Polski. Musimy pokazać Rosji jedność. I naszą determinację w obronie interesów narodowych.”
Prezydent Lech Kaczyński: „Uznaję stanowisko panów, nie wiem czy przyniesie to jakiś efekt, ale rzeczywiście nie mamy wielkiego wyboru. Dziękuję panom za te słowa. W imieniu Rzeczypospolitej. Tylko tyle mogę zrobić. Nie ustąpimy wobec gróźb. Nie damy się zastraszyć. Odlecimy w planowanym terminie. Pracowników kancelarii proszę o skontaktowanie się z każdym z pozostałych uczestników delegacji i poinformowanie ich o zaistniałych okolicznościach. Niech każda osoba samodzielnie zadecyduje o tym, czy chce wziąć udział w uroczystości i w związanym z tym locie do Smoleńska. To tyle, dziękuję panom” .
P.S. Wszystko na to wskazuje, że rząd Tuska wiedział o zamachu. Że wszyscy oni od początku wiedzieli. To w dużym stopniu tłumaczy zachowanie pewnych osób w noc poprzedzającą katastrofę. Te nasłuchiwanie wiadomości napływających ze Smoleńska…. Tłumaczy również szybkość z jaką wysunięto wytłumaczenie przyczyn katastrofy. Tak można było postępować tylko w jednym przypadku. Gdy się owej „katastrofy” spodziewano… Późniejsze postępowanie rzadu Tuska tłumaczy zaś przyjęcie takiego oto poglądu na sprawę: "po co tam się pchali"?
Dlaczego jednak Rosjanie zdecydowali się na ten czyn? Zaryzykowali konflikt z Zachodem?...... Poniewaz wiedzieli, że nasz rząd nie będzie się upominał o sprawiedliwość za zabójstwo elity swojego narodu. A jeśli nie nasz rząd – to kto się niby miał upominać? Komu się będzie chciało ryzykować konflikt z mocarstwem nuklearnym? Gdy rząd atakowanego kraju milcząco akceptuje rosyjską wersję zdarzeń?


