Dla ludzi interesujących się katastrofą smoleńską od pewnego czasu - a przynajmniej od momentu opublikowania ekspertyz przez IES – jasne jest, że nadszedł moment, gdy należy dokonać przewartościowania dotychczas znanych faktów. Ich reasumpcji, ponownego uszeregowania. Wniosek natury ogólnej jest jeden. Zapisy „czarnej skrzynki” Tupolewa zostały sfałszowane. Dowodów na to jest mnóstwo, nie będę ich tutaj szczegółowo wyliczał. Ale ten jeden, najbardziej ważący, przytoczę. Od początku śledztwa wiadomym oto było, że technik pokładowy polskiego Jaka, który wylądował przed przybyciem Tupolewa, twierdził, że w stenogramach zaprezentowanych przez MAK brakuje kwestii wypowiedzianych w rozmowach załogi Jaka z pilotami polskiego Tu154M1. I że fakt ten potwierdzają zarówno taśmy magnetofonu (był takowy) rozmów zarejestrowanych w kabinie Jaka jak również zawartość jego „czarnej skrzynki”. Do chwili obecnej polska prokuratura (a wcześniej komisja Millera) nie opublikowały tych zapisów. Ani nigdy zeznań wymienionego członka załogi polskiego Jaka nie komentowały. Nie opublikowano dotychczas także części opisowej do stenogramów, sporządzonych w oparciu o zapisy „czarnej skrzynki” Tupolewa, a zawartych w analizie IES. To wszystko, podkreślam to raz jeszcze – utwierdza w przekonaniu, że zapisy „czarnej skrzynki” Tupolewa zostały ordynarnie sfałszowane. Ordynarnie, gdyż w wielu miejscach przeczą same sobie. Ponadto mamy co najmniej trzy wersje stenogramów, różniące się znacznie. Nie chodzi tu o różnice wynikające z różnej interpretacji niewyraźnych, pojedyńczych dźwięków. Te różnice są głębsze, dotyczą całych zdań. Już samo to dostarcza dowód,  że  stenogramy zostały sfałszowane

Cóż z tego ponadto wynika? Przede wszystkim to, że dalsze roztrząsanie jakichkolwiek szczegółów technicznych domniemanej „katastrofy” mija się z celem. Ponieważ dane, stanowiące punkt wyjścia do tego, są fałszywe, nieprawdziwe. Prowadzenie jakichkolwiek dociekań w tym względzie (m. innymi cały ten ambaras z „pancerną brzozą”), gdy jedynie dostępne źródła to jakieś dane otrzymane od Rosjan – prowadzi na manowce. Jest wodą na młyn czekistów. Taka jest gorzka rzeczywistość. Rozumiem płynącą z głębi serc potrzebę polemiki z zakłamaną wersją zdarzeń przedstawioną przez MAK. Na poprzednim etapie śledztwa było to nie tylko dopuszczalne, ale i konieczne, niezbędne wręcz. Gdyż inaczej nie można było obalić tych wszystkich kłamstw. Dlatego chwała wszystkim, także wielu blogerom z S24, którzy się do tego przyczynili. Teraz, gdy z wersji MAK nic się nie ostało, gdy definitywnie legła ona w gruzy – czas spojrzeć, jakimi bezspornymi dowodami dysponujemy.

I widać gołym okiem, że tak naprawdę to możemy polegać wyłącznie na dowodach będących od początku w naszym posiadaniu. Między innymi przywoływanych już powyżej zapisach rozmów w kabinie Jaka i jego zapisów „czarnej skrzynki”. Być może (chociaż to już mniej pewne) także na zapisach rejestratora lotów  firmy ATM. Przez chwilę był on po katastrofie w naszym posiadaniu lecz z niezrozumiałych względów przekazano go Rosjanom. A badania nad tym - dodajmy "rejestratorem szybkiego dostępu" - przeciągano w nieskończoność. Czyżby czekano, aż Rosjanie "dopasują" zapisy poszczególnych rejestratorów do siebie?

Wszystko wskazuje więc na to, że od początku w naszym posiadaniu są dowody na fałszerstwa i matactwa Rosjan w sprawie przyczyn katastrofy smoleńskiej. Taktyka naszych władz, polegająca na ich ukrywaniu, opiera się na przesłance, że „przyjęcie stanowiska PiS w sprawie katastrofy smoleńskiej oznacza wojnę z Rosją”. A tak w ogóle, "po co się tam pchali"? (vide moja notka -tutaj koniecznie zapoznaj się, Drogi Czytelniku). Cóż, Pan Tusk i jego przyboczni mogą sobie tak myśleć. Tylko, że ukrywanie dziś prawdy przed społeczeństwem to gra na krótką (jak się okazuje) metę. Prawdy i tak się nie dało się ukryć.

Cóż nam robić?  Przede wszystkim nie wolno nam zaprzestać wywierania presji na rząd, prokuraturę – by prowadzili śledztwo w sposób taki, jak to obiecywali – transparentny. Koniec z ukrywaniem dowodów. Ponadto rządzący powinni dowiedzieć się, że ukrywanie dowodów to prosta droga przed Trybunał/Sąd. Polskiej opinii publicznej przede wszystkim. Historii.  I niech się nie łudzą, że uchroni ich przed tym dzisiejsza popularność. Wielu rządzącym w przeszłości wydawało się, że ich imperia będą trwać wiecznie. I to, że to oni będą wiecznie „dzielić i rządzić”.

Smoleńsk 2010 – nigdy nie zapomnimy!!!!