Poniedziałek, 16-go stycznia, diametralnie odmienił ogląd śledztwa prowadzonego w sprawie katastrofy smoleńskiej. A przynajmniej powinien był to zrobić. Jednak mam wrażenie że nie do końca tak się stało. Z dwóch powodów, myślę. Po pierwsze – opór „materii” jest duży, fabryka kłamstw pracuje na 200% wydajności i wszyscy jej macherzy dwoją się i troją by choć w części zakłamać nowe fakty na ten temat. Po drugie zaś – myślę - że mając wszystkie niezbędne argumenty „nasza” strona w niewystarczającym stopniu przebiła się z nimi do szeroko pojmowanej „opinii publicznej”. Że nie udało się nam odpowiednio sprawy nagłośnić, całkowicie zdezawuować kłamstw i fałszerstw zwolenników wersji katastrofy wg tez Komisji MAK.
Jednym słowem pozwoliliśmy, by całą sprawę przede wszystkim sprowadzić do kwestii obecności – lub nieobecności – gen. Błasika w kabinie pilotów w krytycznym momencie lotu Tupolewa. To ważna rzecz, dla rozumienia całego przebiegu katastrofy, pamięci Generała, jego bliskich, Rodziny przede wszystkim. Ale nie jest to rzecz najważniejsza jaka wynika z ekspertyzy fonoskopijnej nagrań z kabiny pilotów Tupolewa dokonanej przez Instytut Ekspertyz Sądowych im. Senha z Krakowa. Bowiem ciągle zwolennicy wersji MAK mogą twierdzić, że tak naprawdę się nic nie zmieniło, że….To, że nie zarejestrowały się słowa wypowiadane przez gen. Błasika, nie oznacza, że go w kabinie nie było. Są na to inne dowody. A tak w ogóle, to ustalenia IES w żadnej mierze nie podważają ustalonej przyczyny katastrofy: samolot spadł we mgle, ponieważ załoga zniżyła lot poniżej wysokości decyzyjnej chcąc za wszelką cenę wylądować , ponadto użyto nieprawidłowo odejścia w automacie co opóźniało reakcję samolotu – i dlatego, po kolizji najpierw z drzewami – samolot roztrzaskał się o ziemi.I tak właśnie twierdzą. .
W notce dostępnej tutaj polemizowałem z tymi stwierdzeniami. Jednakże jedna sprawa wybija się na plan pierwszy. I z nią przede wszystkim musimy przebić się do świadomości społeczeństwa, narodu. To sprawa braku zarejestrowanych odgłosów uderzenia Tupolewa o jakieś przeszkody naturalne PRZED KATASTROFĄ.
Bo zwróćcie Państwo uwagę – zarejestrowały się tak delikatne i ciche dźwięki jak „odgłosy przełączania przełączników”! W tekście stenogramu wielokrotnie są takie zapisy. Zarejestrował się odgłos wypuszczanego podwozia! Myślę, że twórcy stenogramów w ten sposób wyostrzają rzecz jedną – to, że w stenogramie brak jakichkolwiek śladów odgłosów uderzenia Tupolewa w drzewa czy jakiekolwiek inne przeszkody terenowe! Jedynie w końcowej fazie lotu zidentyfikowano: (od 8:41)"odgłosy przemieszczających sie przedmiotów - do końca nagrania". Zapewne w kabinie pilotów i przyległej. Nic o zderzeniu z drzewami!! A przecież odgłosy takie MUSIAŁY BY SIĘ zapisać, gdyby zdarzenie takie miało miejsce! Urwanie skrzydła po kontakcie z "pancerną brzozą" musiało by zostać zarejestrowane, to stuprocentowo pewne! A tego nie ma! Żeby rozwiać wszelkie wątpliwości - w raporcie MAK/sprawozdaniu komisji Millera wskazywano na wystąpienie odgłosów uderzenia o drzewa w tym samym przedziale czasowym, w którym obecnie odczytano dźwięki "PRZEMIESZCZAJACYCH SIĘ PRZEDMIOTÓW"!
To niezbity dowód na to, że katastrofa Tupolewa nie przebiegała według schematu zarysowanego w raporcie Komisji MAK Federacji Rosyjskiej i tożsamego z nim w większości punktów – sprawozdaniu naszej komisji pod przewodnictwem min. Millera. To DOWÓD NIEZBITY.
Czy oznacza to automatycznie, że 10 kwietnia 2010r. w okolicach lotniska Siewiernyj pod Smoleńskiem mieliśmy do czynienia z zamachem, czy jak kto woli - "z katastrofą lotniczą spowodowaną udziałem osób trzecich”? Na tak postawione pytanie trzeba odpowiedzieć dziś – NIE. Ciągle nie mamy żadnej istotnej wiedzy na temat tej katastrofy, praktycznie „zero” ważnych dowodów. Wobec tego trudno o jej ostateczne wyjaśnienie. Wiemy jednak dokładnie tyle, żeby zaprzeczyć całkowicie wersji dotychczas obowiązującej – skonstruowanej przez rosyjską komisję MAK. Żeby sprawę ostatecznie wyjaśnić należy przeprowadzić rzetelne śledztwo – śledztwo, a nie jego pozorację, z czym mieliśmy dotychczas do czynienia. Rząd niezwłocznie powinien podjąć zdecydowane działania, które zmieniły by sytuację w tym zakresie. Jeśli trzeba – zwrócić się wreszcie o pomoc międzynarodową. Gdyby stan stagnacji smoleńskiego śledztwa przedłużał się jednak, trwała dalej gra pozorów – pora od słów przejść do czynów. Powinniśmy doprowadzić do podjęcia jakiejś akcji protestacyjnej – 10 kwietnia 2012 nadchodzi….
I z takim właśnie przekazem powinniśmy zwrócić się do społeczeństwa.



Kaśka